Witam,
proszę wybaczyć śmiałość, ale od soboty jestem /jesteśmy/
niespokojny i muszę podzielić się z Panem wrażeniami
z koncertu: Gala dziesięciu tenorów./Agencja KKT/

Ten typ koncertów kojarzymy wyłącznie z Panem…
i tu błąd. O Boże co to było. Nie użyję nazwisk,
bo Pan przecież tych wykonawców zna.
Na estradzie z dużym opóźnieniem /publiczność
wyklaskiwała/ pojawiła się pani prowadząca.
Mimo, że była w stroju, nazwijmy to galowym,
przemieszczała się po estradzie jakby pierwszy raz
miała na sobie suknię. To pół biedy. Cała bieda gdy odezwała się.

Potraktowała publiczność jak gości imieninowych, czy weselnych.
Jakieś przygaduszki, luziki, tematy damsko-męskie na nie godnym
poziomie. Śpiewacy też byli zaskoczeni, bo zaczepiała ich
nawet wtedy gdy śpiewali. Niby luzacka konferansjerka…
ale nie do takiej publiczności i nie przy takich artystach.

Pani też zaśpiewała… tu przemilczę, bo pomyśli Pan, że jakiś
nawiedzony dyletant się trafił.
Średnia wieku na przyzwoicie wypełnionej widowni Kongresowej:
50 lat. Pani siedząca nieopodal nie wytrzymała i wstrzeliła się
w pauzę z okrzykiem: Chała!

Nie do pomyślenia, prawda, ale czuło się aprobatę tego jej zachowania.
Orkiestra grała jakby na szkolnej audycji, pani dyrygent rzucała
partytury na podłogę, które leciały niczym dziecięce papierowe samoloty.
Pierwszy raz coś takiego widziałem.

Artyści śpiewali do nagłownych mikrofonów i zdani byli na ucho akustyka.
Było więc ostro i ciągle forte. Repertuar się bronił, bo jest ponadczasowy, ale czy śpiewacy mieli satysfakcję, wątpię…

Na finał „Pana ZAiKs” Wielka sława to żart…

Spyta Pan o co chodzi. W przerwie do rozdyskutowanej publiczności
dotarły przecieki o tym, że do ostatniej chwili trwała próba.
Ramówka tylko po łebkach dotknięta. Koncert nieprzygotowany
a sprzedany!

O Boże Panie Bogusławie żeby odreagować czekamy /już bez pomyłki/
na firmowane Pana Osobą koncerty. Nie jestem za monopolem, lecz
po tym doświadczeniu ten temat pozostawiłbym do pańskiej wyłączności.

Po koncercie w szatni towarzystwo stojące za mną rozprawia:
-Kaczyński by to uratował.
I to wcale nie chodziło o Prezydenta…

Dla formalności dodam, że Śpiewacy „Bogu Ducha” winni,
naprawdę dali z siebie wszystko, ale organizacja…

– 
Z poważaniem
Mikołaj