CO Z TYM TEATREM WIELKIM?

 

Jestem daleko od Warszawy, nie mogę więc uczestniczyć w
ogródkowych swarach i przepychankach. Nie opowiadam się też za żadną ze stron
konfliktu, gdyż obaj bohaterowie zdarzenia – Janusz Pietkiewicz i Mariusz
Treliński – nie spełniają moich oczekiwań odnośnie obsady dyrekcyjnych
stanowisk w Teatrze Wielkim. Zdumienie moje budzi opublikowany w Gazecie
Wyborczej (17.08.2006) list adresowany do prezydenta i premiera, opatrzony
podpisami ludzi, z których większość – to dla mnie osoby nieznane. Należałoby
chyba w nawiasie podać kim są te osoby co robią i zrobili  dla świetności i przyszłości sztuki operowej.

Odnoszę wrażenie, że prawo do rządzenia pierwszą polską
sceną muzyczną uzurpują sobie osoby spoza operowego i muzycznego świata,
najczęściej filmowcy, aktorzy z dramatu, gwiazdki z seriali i z Międzyzdrojów.
Ludzie, którzy jakże często wyrażają się niechętnie o operze, nie znają jej
klimatu oraz istoty. Ludzie, których Teatr Wielki dlatego interesuje, że
zajmuję piękny budynek i ciągle jeszcze ma ogromną dotację, którą można
marnotrawić na realizację swoich lub koleżeńskich scenicznych brewerii, często
zdejmowanych z afisza po drugim czy trzecim przedstawieniu. Ale tego nikt nie
rozlicza, bo to „tylko” wyrzucone w błoto państwowe miliony. Jednakże bez tych milionów
(wykonanie kostiumów, dekoracji i niekończące się próby, podczas których
„genialny reżyser” powoli odkrywa pokłady swego talentu) trudno oczekiwać na
jakiekolwiek zagraniczne propozycje!

Odnoszę też wrażenie, że nazwiska sygnatariuszy owego
listu, to przepisany od A do Z kalendarzyk podręczny Waldemara Dąbrowskiego, z
pominięciem tych, których nie udało się w sierpniu uchwycić w Warszawie. Jeśli
się mylę to bardzo przepraszam.

Przy okazji głowię się, dlaczego o zdanie w tej sprawie nie
zapytano, Jerzego Semkowa, Teresę Żylis – Garę, Teresę Kubiak, Bernarda
Ładysza, Jana Krenza, Marię Krzyszkowską, Conrada Drzewieckiego. To przecież
legendy polskiej opery i baletu.

Opera istnieje więcej niż 400 lat, ciągle fascynuje setki
milionów ludzi na świecie. Jest odporna na wszelkie ekstrawagancje, rządzi się
swoimi prawami, u podstaw których leżą dwa niezmienne elementy: muzyka i słowo,
słowo i muzyka. Zostawcie ją więc, państwo filmowcy, literaci, mędrki i
zawistnicy w spokoju. Ona się sama obroni przed przemijaniem. I przed wami.
Apeluję do szefów stacji telewizyjnych: zaproście do studia sygnatariuszy tego
listu, ja przygotuję scenariusz i poprowadzę kilkuodcinkowy telewizyjny show
opatrzony tytułem: Skoro podpisałeś to mów,
co wiesz o operze
. Ręczę, że telewidzowie przeżyją chwile wesołości, a
oglądalność będzie większa niż Tańca z
Gwiazdami
.    

I na koniec. Proponuję, aby ludzie kultury wystosowali
jeszcze jeden list do prezydenta i premiera i poprosili o pilne odwołanie
sprawcy tego zamieszania, ministra kultury, czyli PANA NIKT, oraz kilku jego
aroganckich urzędników, także z rodziny NIKT. Bo jeśli to nie nastąpi – czekają
nas kolejne wstrząsy, jeszcze poważniejsze od zmiany dyrekcji w Teatrze Wielkim

 

Bogusław Kaczyński